nie ma. na razie nie będzie. bo wszystko w koszu.
piątek, 30 sierpnia 2013
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
II cz.3
Szczelnie
okryty płaszczem przedzierałem się przez tłum ludzi, których aktywność osiągała
szczyt o tej porze. Pomimo braku wprawy w ulicznych manewrach, wrodzona
zwinność i siła umożliwiły mi utrzymanie przyzwoitego tempa marszu. Nie można
tego było powiedzieć o Joriku, który zniknął z zasięgu mojego wzroku w trakcie
drogi do aresztu.
Postanowiłem
poczekać na niego w cieniu fontanny, znajdującej się na jednym z licznych w
mieście rynków. Fontanna ta, stanowiąca obraz niewyobrażalnej tandety, otoczona
jest zwykle przez małe stoiska podróżnych kupców. Ich brudne łachmany i
zmęczone twarze stanowią kontrast dla śnieżnobiałej kobiety w złotej zbroi, siedzącej na grzbiecie wielkiego niedźwiedzia północnego. Na domiar złego
źródłem wody w fontannie jest otwór w pysku tego majestatycznego w innych
warunkach zwierzęcia oraz tarcza i miecz wojowniczki. Wyczucie estetyki każe mi
zawsze odwracać wzrok w pobliżu tego elementu wątpliwego wystroju i podsuwa
ponadto szczere chęci by wtrącić autora tego paskudztwa do najbardziej
obskurnej celi w lochu miejskim. Niestety nawet silna pozycja, nie
powoduje tego, że jest w mojej mocy kierowanie do celi obywateli winnych jedynie braku dobrego
smaku.
Tym razem
jednak nie tylko spojrzałem na tę pożałowania godną figurę, ale i usiadłem na
marmurowym murku, otaczającym wodę, gromadzącą się przy zdobionym cokole
pomnika. Owinięty płaszczem z kapturem i z twarzą okrytą szerokim szalem, nie
wyróżniałem się zbytnio spośród pojawiających się gdzieniegdzie postaci w takim
samym stroju. Zdarza się, że i klasa A ma o tej porze powód by pojawiać się na
ulicach, a unowocześniona struktura miasta, choć w pewnym stopniu skuteczna, nie
zapewnia całkowitej ochrony. Toteż wielu mieszkańców dysponuje w swojej
garderobie strojem, który być może nie uzewnętrznia indywidualizmu właściciela,
ale jest nad wyraz praktyczny. Zapewnia też pewną anonimowość, co czasami
okazuje się być wygodne. Zanim usiadłem pod fontanną by wypatrywać Jorika,
musiałem przejść pomiędzy dwoma młodymi kupcami, których uwaga ani na chwilę
nie została rozproszona moją obecnością. Obydwaj obsługiwali jeden stragan,
wokół którego zebrało się wielu zainteresowanych. Księgi, amulety, obrazy,
talizmany, kadzidła- wszystko to przechodziło z rąk do rąk, podczas gdy w tle
dało się słyszeć pobrzękiwanie miedzianych i złotych monet oraz pełne
zaangażowania wywody sprzedawców na temat zastosowania i historii towarów. Ja
za to spokojnie mogłem poobserwować przechodniów w przekonaniu, że nikt nie
rozproszy mojej uwagi.
czwartek, 8 sierpnia 2013
II cz.2
Po raz drugi
i możliwe, że nie ostatni dziś, usłyszałem pukanie do drzwi. To na pewno Marcel
z asystentem. Naprawdę dałbym wiele za to, żeby nie musieć przeprowadzać tej
rozmowy. Odkąd przyszedłem godzinę temu do gabinetu nie zrobiłem niczego, poza
zabraniem sprzed wejścia sterty nowych raportów, donosów i zgłoszeń, wsuniętych
przez służbę szparą pomiędzy drzwiami a podłogą. Trafiły do drewnianej skrzynki
na biurku ze sprawami do załatwienia… w najbliższej przyszłości. Rozsiadłem się
następnie wygodnie na miękkim fotelu i zająłem wnikliwą degustacją zawartości
przemyconej przeze mnie butelki. Tuż przed chwilą, w której obowiązki dały o
sobie znać, bezmyślnie przyglądałem się ściankom kieliszka, które okrywały się
jednolicie szkarłatem, gdy tylko poruszałem dłonią. Wspaniałe beztroskie
chwile.
- Wejść.-
powiedziałem w końcu od niechcenia. Jak się okazało głosem, którego człowiek
stojący w przedpokoju nie usłyszy. Marcel jednak po dłuższej chwili pociągnął
za klamkę. Weszli do gabinetu obydwaj, widać zniecierpliwieni brakiem odzewu.
-
Usiądźcie.- wskazałem im krzesła po drugiej stronie biurka. Odsunąłem kieliszek
na bok. Jorik zlustrował go z
niesmakiem.
Marcel bez
słowa przesunął w moim kierunku plik dokumentów. Wziąłem je do ręki i zacząłem
przeglądać ich zawartość.
„Hubert
Gordon Stański, lat: 32, miejsce urodzenia: nieznane, miejsce zamieszkania:
Miasto Słońca…”- czytałem. Pierwsza strona całkowicie wypełniona była zbędnymi
danymi. Wiodłem wzrokiem po niekształtnych literach by jak najszybciej trafić
na konkretne informacje. Na odwrocie kartki w końcu zauważyłem to czego
potrzebowałem.
„Ciało do
Punktu Głównego zgłosiła starsza kobieta, lat ok. 75, zamieszkała w osadzie
poza murami. Oświadczyła, że widziała upadającego mężczyznę na skrzyżowaniu
ulicy Handlowej i Portowej. Spytana o szczegóły dodała, że ów mężczyzna w
chwili upadku trzymał dłonie zaciśnięte na klatce piersiowej. Zaraz po tym
wydarzeniu z budynku, naprzeciw którego wspomniany mężczyzna upadł, wybiegła
młoda kobieta i zaciągnęła ciało do kamienicy. Z zeznań donoszącej wynikało, że
była to przedstawicielka klasy A, Rajola, właścicielka sklepu z medykamentami i
odczynnikami alchemicznymi na ulicy Handlowej.
We wskazane
miejsce wysłano grupę, zajmującą się transportem zwłok do Punktu Głównego. Na
miejscu kupiec Rajola nie chciała oddać ciała. Zgodnie z prawem tragarze
wezwali służby porządkowe, które odprowadziły ją do aresztu.
Zwłoki
mężczyzny dostarczono w 20min od momentu domniemanego zgonu. Szybkie
rozpoznanie dokonane przez biegłych medyków na podstawie oględzin ciała oraz
zeznań donoszącej, pozwoliło stwierdzić zgon. Za przyczynę uznano niedomaganie
serca.”
środa, 7 sierpnia 2013
Muzycznie
Na początku celem powstania tego bloga było tylko i wyłącznie stworzenie miejsca w internecie, w którym mogłabym w miarę godny sposób umieszczać fragmenty opowiadania/powieści (nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie), które mozolnie się tworzą.
Jednak dzięki takiemu udogodnieniu jak etykiety uznałam, że mogę trochę pośmiecić i wrzucić na niego czasem coś spoza tematu o ile uznam, że warto to co znalazłam zachować ku pamięci.
Z tego też powodu umieszczam na blogu teledysk do The Witch oldschoolowego zespołu Rosetta Stone. Wzięło mnie na muzykę lat 80-tych. Jak do tej pory wydawało mi się, że wszystko co wtedy powstawało nie nadaje się do oglądania i słuchania. Moje spojrzenie na oś czasu zostało odrobinę zachwiane, więc jest i oto- post w ogóle niezwiązany z Nowym Światem. (mogą powstać też kolejne niestety)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
